Zakłąd Utylizacji Staruszków wisi mi kupę szmalu. Odwołałem się od ich decyzji do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych. Pierwsza rozprawa się już odbyła, nikt z ZUSu nie stawił się, zaprotokołowano moje argumenty i sąd zarządził m.in. powołanie biegłych i zwrócenie się do CM LIM o moją dokumentację medyczną. Na jej podstawie sąd zlecił biegłym wydanie opinii. Miało to miejce w połowie września.
W zeszły czwartek postanowiłem zadzwonić do sądu i dowiedzieć się czy są już w aktach sprawy opinie bieglych, żebym mógl tam podjechać, wylegitymować się i przeczytać co wytworzyli biegli. Dowiedziałem się, że sprawa w ogóle nie ruszyła z miejsca, bo nie dostarczono dokumentacji z CM LIM, na której podstawie biegli mieli stworzyć opinie. W związku z tym kolejna rozprawa została odroczona z poniedziałku pojutrze na połowę stycznia 2010. Szlag by trafił. W CM LIMie dowiedziałem się, że wczoraj wysłano. Musztarda po obiedzie.
Wniosek z tego taki, że nie można na nich polegać i trzeba pilnować, skoro posuwają się do olewania zarządzeń sądowych.
Musisz się zalogować, żeby dodać komentarz.
Ktoś coś mówił o fantastycznej, prywatnej służbie zdrowia? :>
W porównaniu z państwową jest zdecydowanie lepsza, tu zawiniła niefrasobliwość jakiejś biurwy, może się zdarzyć wszędzie. I to, że nie cisnąłem, bo założyłem, że jak się do nich zwróci sąd to oni będą na baczność. A tu dupa zbita, olali.
Trochę relatywizmem poleciało, pewnie jakby chodziło o NFZetową poradnię, to byś ciskał gromy, ale to tylko moje lewackie odczucie.
Jako że pewne doświadczenie w tej kwestii mam, to już od dawien dawna wiem, że dokumentację medyczną trzeba dostarczać samemu.
I jeszcze na koniec a'propos prywatnej służby zdrowia, nothing personal - co jak co, ale raka wszyscy leczą z pieniędzy NFZ.
No toż ciskam gromy niezależnie od tego co to za placówka. Moja dokumentacja to jedno, już dostarczyłem do sądu w terminie, a tylko CM LIM zawalił. A raka wszyscy leczą z kasy NFZ, bo najpierw przez x lat ich okupant okrada i nie mieliby z czego innego się leczyć.
RLY? Policzmy zatem, a przykład wezmę z własnego otoczenia, tym razem z przeszczepem wątroby, a nie z rakiem, ale koszty powinny być podobne. Zresztą przykład nawet lepszy.
Przyjmujemy że mamy naszego Pana X, który kasuje 2500/mies brutto (jak na nasze warunki to prawie bogacz). Składka na NFZ wynosi wtedy 194,15. Pan X haruje przez 25 lat, powiedzmy że szczególnie nie choruje, a jak choruje to idzie prywatnie i dzieci też prowadzi do "prywatnego". Przyjmujemy że NFZ nie ma, więc te 194,15 Pan X odkłada co miesiąc na fundusz "na czarną godzinę", którego przez 25 lat nie ruszał.
Powiedzmy że ma tam jakiś procent, niech będzie 4% w skali roku, kapitalizacja comiesięczna (cholera, strasznie optymistyczne te rozważania), a państwo nie bierze od tego podatku. Pomijamy absurdalny fakt, że w tej szerokości geograficznej niemożliwe jest odkładanie tyle czasu w takich warunkach, ale niech będzie na przyszłość.
Zatem kiedy po 25 latach odkładania, 21-letnie dziecko Pana X będzie potrzebować przeszczepu wątroby, Pan X może kupić dziecku conajwyżej śliczną trumnę, bo za swoje odłożone pieniążki (100 150,98 mi wyszło) nie sfinansuje nawet połowy kosztów operacji (koszt OLTx kształtuje się w granicach 200-220 tys złotych). Nie mówimy też o kosztach leków, które dziecko brałoby po operacji, które wynoszą circa 1500-2000 złotych i taki koszt będzie trzeba ponosić się do końca życia.
Don't tell me this fuckin' bullshit, że znajdą się organizację charytatywne, bla bla - skołuj mi 100 tys. zetonów w ciągu 3 dni. A potem 2 tys. co miesiąc. Jak skołujesz, to każdego dnia będę walczył o likwidację NFZ i ministerstwa zdrowia.
Nie jestem w stanie zweryfikować Twoich wyliczeń, więc nie zabieram głosu.
@Bartini: To proszę Cię bardzo - określ jeszcze ile osób płaci takie składki na ZUS i ilu ludzi choruje na coś, czego koszty leczenia są tak wysokie. Co więcej, wykaż, że leczenie oferowane przez państwo jest skuteczne. Obecnie wykazałeś jedynie, że w przypadku wystąpienia konieczności przeprowadzenia kosztownej operacji traci na tym nie tylko osoba poszkodowana, ale również ci, którzy nigdy nie mieli z nią nic wspólnego.
Wolałbym samodzielnie zbierać kasę i umrzeć, gdyby ilość posiadanych przeze mnie pieniędzy nie była wystarczająca do realizacji operacji. Przynajmniej po mojej śmierci te pieniądze trafiłyby do moich dzieci, a nie do państwa.
Wolny wybór. Dla mnie może istnieć wszystko, co tylko chcesz, o ile moja przynależność do tego byłaby dobrowolna. \
> Dla mnie może istnieć wszystko, co tylko
> chcesz, o ile moja przynależność do tego
> byłaby dobrowolna.
Właśnie o to się rozbija SKUTECZNY system ubezpieczeń zdrowotnych. Jasne, żeby nie było przymusu i tak dalej. Ale jasnym jest, że koszt utrzymania przy życiu pewnej liczby osób (i tak liczba będzie rosnąć wraz z postępem medycyny) przewyższa ewentualne składki ubezpieczeniowe. Kłania się ekonomia matematyczna.
Stąd też przymus ubezpieczenia zdrowotnego z mojej perspektywy jest konieczny, aby można było ratować ludzi, których w żaden sposób nie byłoby stać na leczenie bardziej skomplikowanych chorób. Mnie osobiście nie przeszkadza odprowadzenie tych dwóch stówek miesięcznie na to, żeby parę osób dostało nowe nerki, albo pozbyło się raka.
Co więcej, jestem za całkowitym zniesieniem "refundacji" wszelkich leków i prywatyzacją wszelkich przychodni "pierwszego kontaktu". Ale to już kiedyś muszę z detalami opisać, bo to dłuższy plan.
> Wolałbym samodzielnie zbierać kasę i umrzeć,
> gdyby ilość posiadanych przeze mnie pieniędzy
> nie była wystarczająca do realizacji operacji.
Nie wierzę w to. Chyba że masz ciężką depresję i myśli samobójcze.
> Co więcej, wykaż, że leczenie oferowane przez państwo jest skuteczne.
Państwo nie oferuje leczenia, a jedynie system zapłaty za to leczenie. I jak mam ci to wykazać? To że większość osób które spotykam w poradni transplantologii szpitala im. Dzieciątka Jezus już by nie żyło, gdyby nie ten "paskudny, państwowy system". Bo po prostu nie udałoby im się uzbierać potrzebnych pieniędzy na operacje.
@Bartini: Nie wymagam, abyś mi tłumaczył, jak działa NFZ, czy też ubezpieczenie i ubezpieczalnie (przede wszystkim rachunek prawdopodobieństwa tutaj się pojawia). Chcę jedynie zauważyć, że moim zdaniem ubezpieczenie nie powinno być obowiązkowe. Powinna istnieć swoboda w tym zakresie - nie płacę, więc nie oczekuję pomocy.
Co do polskiego ubezpieczenia zdrowotnego - problem w tym, iż jest ono źle skonstruowane. Nie istnieją nigdzie zapisy określające, że np. w przypadku diagnozy choroby S wykonana będzie w przeciągu T dni od diagnozy usługa X.